Skąd się wziął kryzys….

Postanowiłem sobie podywagować, skąd się wziął kryzys. Choć niektórzy uważają, że to po prostu rezultat. No to podywagujmy.0

Jak zarobić pieniądze. Można to zrobić na kilka sposobów.

A) kupić tanio, sprzedać drogo

B) zrobić coś dla kogoś – czyli złota rączka

C) postawić pieniądze na jakiś zakład i wygrać

Dlaczego nie wymieniłem produkcji? Bo w zasadzie to jest swego rodzaju handel – kupuję śrubki, elementy, składam do kupy i sprzedaję gotowy produkt – kupuję tanio komponenty, dodaję pracę sprzedaję drożej.

Z tych 3 sposobów tylko dwa pierwsze są wartościowe dla społeczeństwa. Gdyby nagle ludzie przestali produkować, handlować i świadczyć usługi – świat by się zawalił. No i właśnie się wali.

Dziwne? Ano nie.

Przytoczę pewien przykład, dla mnie modelowy. Na polskiej giełdzie są dwie firmy: KRUK (jubilerska) i Wólczanka (koszule i garnitury). Zarząd Wólczanki wykombinował sobie, że kupi KRUKa, bo uznał, że to będzie dobry interes. Ponieważ Pan Kruk nie chciał sprzedać akcji po dobroci, to Wólczankowcy zrobili wrogie przejęcie – czyli kupili tyle akcji ile trzeba, nie patrząc na koszty. Pan Kruk na początku też kupował akcje, żeby kurs poszedł tak wysoko, żeby Wólczanka odpuściła, ale chłopaki z Wólczanki poszli na całość, więc Pan Kruk z rodziną w końcu odpuścili i sprzedali również swoje akcje. Chłopaki z Wólczanki już pootwierali szampany, koniaki itp,  aż tu nagle  oups! okazało się, że Pan Kruk nie jest w ciemię bity i zaciągnął kredyt, zebrał rodzinę, kolegów i … wykupił tyle akcji wólczanki ile trzeba. Po czym jako właściciel większościowy wywalił na zbity pysk chłopaków z Zarządu. I tak o to Pan Kruk odzyskał swoje i jeszcze dostał Wólczankę w prezencie.

Super? Super. Tylko że chłopcy się pobawili, poszaleli, forsę powydawali i ani jednej koszuli więcej od tego się na rynku nie pojawiło, ani jednego pierścionka więcej. Co więcej – można się spodziewać, że jakość koszul z Wólczanki jest zagrożona, bo co prawda Pan Kruk spinki do tych koszul świetne robi, ale już na robieniu koszul się tak dobrze nie zna. Gdyby się znał, to Kruk SA by już je dawno produkowała.

I to jest moim zdaniem główna przyczyna kryzysu – firmy zamiast produkować to na czym się znają, zamiast inwestować w nowe fabryki, w nowe technologie, w nowe rozwiązania, bawią sie „instrumentami finansowymi”. Bo tak jest łatwiej – wybudowanie fabryki to jest kupa roboty, w cholerę planów, zezwoleń, fabrykę się buduje rok albo dłużej, kredyty spłaca się 5 lat, więc pakujemy 100 milionów i może za 5 lat je odzyskamy. A jak się ma 100 milionów na giełdzie to można w kilka tygodni zarobić drugie tyle. Więc po co się babrać w jakieś tam niepewne inwestycje? A skoro ostatnio fabryka zamiast zarobić planowe 10 milionów przyniosła 2 mln straty to może lepiej ją w cholerę zamknąć? Przecież lepiej postawić na opcje albo na spadki/wzrosty – ryzyko mniejsze, zysk większy.

Na początku mogło to działać. Ale skoro dział „giełdowy” okazał się lepszy od działu „produkcji” to firmy przestały się interesować produkcją. Mało kto wie, że taki Auchan czy inny Real kasę trzepie nie z nas, chlebo i masłożerców. Nie, my jesteśmy tylko dostarczycielem kasy na operacje finansowe. Interes działa tak:

Firma produkująca telewizor czy majonez przywozi towar  dziś. Auchan sprzedaje towar po kosztach albo nawet poniżej, żeby jak najszybciej zdobyć kasę. Powiedzmy że za miesiąc wyprzeda całą dostawę. Ale za towar płaci za 3 miesiące. Przez 2 miesiące ma kasę, żeby sobie pograć na giełdzie albo na rynku między bankowym. Przy tych obrotach, zysk 8% jest absolutnie wystarczający.  To że okoliczni sklepikarze cienko piszczą, bo ceny są z kosmosu – to akurat mnie nie boli, choć sam jestem sklepikarzem – takie prawo rynku – klient ostateczny jest zadowolony. Ale już firmy sprzedające telewizory i majonez – to już mają problem. Co gorsza – oni muszą sobie to odbić na innych „formatach” – czyli na sklepikarzach. Którzy powoli plajtują, więc producenci też zaczynają cienko piszczeć – ale sami się w to wpakowali. I niektórzy padają. Albo zaczynają szukać innej metody zarobku – najczęściej idą w „instrumenty finansowe”.

I tak oto docieramy do sedna – uwielbienie do instrumentów finansowych doprowadzi do tego, że nikt nie będzie nic produkował, tylko wszyscy będą kupować swoje własne akcje. Zanim to nastąpi – ludzkość wymrze. Z głodu, chłodu i zarazy. Albo wybuchnie wojna.

No dobra – a jest na to lekarstwo?

Jest. Stare jak Unia Polityki Realnej albo jeszcze starsze.

Zabronić firmom kupowania akcji/udziałów i innych „instrumentów finansowych”. Jedynym instrumentem dostępnym dla firm powinien być kredyt.

Ewentualnie można jeszcze pozwolić na istnienie „organizacji zarządzania akcjami – coś a la fundusze inwestycyjne – czyli ja Jan Kowalski powierzam forsę firmie która się zna na akcjach i za mnie obraca na giełdzie. Ale tylko jeden poziom – żeby nie było że fundusze inwestycyjne kupują akcje … funduszy inwestycyjnych.

Co to da? Ano firmy żeby zarobić będą musiały … produkować, sprzedawać, świadczyć usługi.  Czyli to, co zawsze robiły i powinny robić. A na giełdzie będą grać ludzie – a nie organizacje.