Rzeczywista czy “rzeczywista”

Czy każda transakcja finansowa ma odzwierciedlenie w “realnej” gospodarce.0

Jeden z komentujących napisał:

1. Nie ma rozróżnienia gospodarki „realnej” od „instrumentów finansowych” !!!!

Ma rację i nie ma racji.

Przykład 1:
Załóżmy, że inwestor kupuje gwarancję ceny jakiegoś surowca za 12M.
Płaci więc pewna kwotę komuś, kto tą gwarancję musi dać.
Ten gwarant z kolei musi dokonać transakcji z dostawcą surowca, w którym zagwarantuje dostawcy określoną cenę.

Przykład 2:

mamy spółkę akcyjną. Inwestor A kupuje akcje i po 2 dniach je sprzedaje. Wycena akcji była zrobiona na podstawie oczekiwanych przyszłych zysków, ale A nie doczekał do wypłaty dywidendy, lecz odsprzedał te akcje. Skoro miał akcje tylko 2 dni, i w tych dwóch dniach spółka dywidendy nie wypłaciła, to dlaczego A dostał cenę uwzględniająca dywidendę ? To oczywiste – bo przekazał TYTUŁ PRAWNY do tej dywidendy !!!

Przykład 3:

A kupił bilet do kina, po chwili odsprzedał go B za tą samą cenę, a B odsprzedał do C za tą samą cenę.

Przykład 4:

Musimy pamiętać, że za derywatami kryje się konkretna umowa ale nie „kupna sprzedaży” surowców, płodów rolnych itp., lecz RYZYKA. Jest to taki rynek ubezpieczenia. Czy firma ubezpieczeniowa kupując ryzyko spalenia się domu kupuje dom ? Nie ! kupuje jedynie CECHĘ tego domu, jaką jest ryzyko spalenia się. Cecha ta jest wyceniona i następuje rynkowa transakcja. Nic więcej i nic mniej …

Przykłady 1,2 i 3 są piękne i rzeczywiście trudno się z autorem nie zgodzić, że wirtualna operacja ma pokrycie w rzeczywistości. Pojawia się jedynie problem – | 

Problem jest taki, że klik klik kupiłem klik klik sprzedałem, a jak przyjdzie co do czego, to albo kupujący nie ma co zrobić z 150.000 ton węgla czy 10 mln MW mocy albo sprzedający przeszarżował i po prostu nie ma. I nie ma z czego zapłacić – nie ma i już. Ja rozumiem, że taka sytuacja może powstać zawsze w  „realu” ale jednak skala zjawiska jest zupełnie inna. Co innego gdy ja kupuję od RWE przydział mocy na rok 2012 a co innego gdy ktoś kupuje coś od kogoś kto kupił od kolegi sąsiada szwagra brata ojca przydział mocy na rok 2020. Teoretycznie to jest to samo, a praktycznie…

W Przykładzie 4 jest błąd interpretacyjny. Firma ubezpieczeniowa nie kupuje ryzyka spalenia domu. To JA kupuję sobie bezpieczeństwo. I za to jestem skłonny zapłacić duże pieniądze. Ale ciągle nadal jest to zagadnienie związane z rzeczywistą gospodarką.

Natomiast derywaty – to zupełnie inna sprawa: grając na ruletce kupuje się to samo co wykupując bilet na banji. Emocje i adrenalinę. Ale dla gospodarki moje emocje i adrenalina są niemal bezwartościowe. Natomiast gra na spadki/wzrosty nie jest niczym innym jak grą w ruletkę. Różnica polega na prawdopodobieństwie. I jest równie bezwartościowa dla gospodarki. I jeśli gracz przeszarżuje – to bankrutuje – i … nie spłaca długu – i znowu mamy problem „nie mamy pańskiego płaszcza”.

Można by powiedzieć – to zakażmy derywatów. I tu się sprzeciwię – jeśli Pan Iksiński chce poczuć adrenalinę i czuje że wie, to nie wolno mu tego zakazywać. Ale niech się odsmerfuje od firmowych pieniędzy. Firma nie może kupować emocji. Jak Pan Iksiński chce, to niech sprzeda firmę i za uzyskane pieniądze kupi wszystkie opcje jakie się da – jego kasa – jego prawo.

Przy okazji chciałby jeszcze podać inny przykład oderwania od rzeczywistości rynku finansowego –

Firma A kupuje 100% akcji firmy B, a firma B kupuje 100% akcji firmy A. Pytanie – kto jest właścicielem firmy?

Odpowiedź brzmi – NIKT. Często jest to zakazana praktyka, ale co stoi na przeszkodzie, żeby firma A kupiła 50% akcji firmy B i 50% akcji firmy C a firmy B i C analogicznie?

Oczywiście absolutni ortodoksi wolnego rynku powiedzą, że nie ma problemu, taka firma musi upaść, bo się bez właściciela zdegeneruje. Zgadzam się, ale analogiczna sytuacja jest ze środowiskiem naturalnym. Ja doskonale wiem, że jak zniszczone środowisko naturalne, kiedyś się odrodzi. Ale wtedy już nas nie będzie. A można stosunkowo prosto zapobiec tej sytuacji powstrzymując się przed niszczeniem środowiska naturalnego. Podobnie z rynkiem – producent butów może kupić producenta cegieł, po czym obie firmy padną, mimo że produkowały doskonały produkt. Stracą na tym wszyscy – więc jeśli stosunkowo prostym zabiegiem zabezpieczymy się przed degeneracją rynku, bez wpływu na wolny rynek to chyba warto to zrobić