Podatek od wódki

Przyszedł mi do głowy pomysł, ale aż boję się go opisać, bo „wymyśl największą głupotę, a Oni ją zrealizują”. Pomyślcie co by było, gdyby zamiast opodatkowywać producentów wódki, opodatkowywać konsumentów. Tak, ja wiem, że i tak płacą konsumenci, ale chodzi o zasadę obliczania podatku. Otóż zamiast producent płacić do hektolitra, płaciłby konsument od wypitego kieliszka. I na imprezach uczestnicy wyciągaliby formularze i skwapliwie notowali każdy wypity kieliszek, po czym do 20 każdego miesiąca odprowadzali do urzędu nomen omen podatek w określonej wysokości. Jakież to pole do popisu dla urzędników! Pomyślcie – ileż rubryk – wódki mają różną zawartość procentową alkoholu, nie można tak samo rozliczyć wódki 40% jak 50% czy 38%, Poza tym są wódki smakowe! No a w ogóle to przecież oprócz wódki są inne alkohole, więc formularze robią się naprawdę wypasione! Tak więc armia urzędników do sprawdzania – jak się patrzy. Do tego druga armia – kontrolerów – czy biesiadnicy nie oszukują! Czy dobrze zanotowali, czy prawidłowo rozliczyli alkohol przypadkowo rozlany, bo w końcu suma wypitych kieliszków powinna sumować się do zera w stosunku do przygotowanych butelek! Po co to wszystko? No jakże – przecież w ten sposób zlikwidujemy szarą strefę a nawet czarny rynek – przemyt wódki przestanie mieć znaczenie, bo za przemyconą wódkę czy upędzony bimber też się podatek zapłaci. Można by wprowadzić system ulg – Ci którzy są żonaci będą mogli wypić więcej od kawalerów, dzieciaci więcej od bezdzietnych, zestresowani więcej od wypoczętych.

Same zalety – dodatkowo Państwo będzie dokładnie wiedzieć ile Kowalski Jan wypija alkoholu i na tej podstawie można będzie wyciągać wnioski i analizy, pomysły na pewno się pojawią, to są bezcenne dane! Głupie? Wcale nie jest głupsze od podatku dochodowego. Zasada jest ta sama – Państwo chce wiedzieć skąd mamy pieniądze i ile ich zarobiliśmy. Na razie nie chce wiedzieć na co wydaliśmy, choć takie zakusy są robione, na razie anonimowo, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby paragony przestały być anonimowe – wprowadzimy obowiązek płacenia kartą, a na paragonie będzie numer karty. I mamy pełną inwigilację.

Dlatego podatek dochodowy należy zlikwidować za WSZELKĄ cenę. Bo z punktu widzenia dochodów to jest zabawa z przenoszeniem pieniędzy z lewej kieszeni kurtki do prawej kieszeni spodni poprzez blat stołu. Ale raportowanie kto, gdzie i jak zarobił – jest niebezpieczne dla obywateli. My potrzebujemy Państwa, a Państwo potrzebuje naszych pieniędzy żeby istnieć. Ale to nie Państwo potrzebuje naszych danych – tego potrzebują urzędnicy żeby mieć nad nami władzę. Musimy ich tego pozbawić.